Ufff...
Wkoncu skonczyl sie dzisiajszy dzien... Bylam w miescie...Boze jak to brzmi, jakbym mieszkala w jakims zapadlym miescju, o ktorym nikt nie pamieta... a przeciez tak nie jest. No ale nie o tym mialo byc. A wiec, bylam w miescie na moim kursie jezykowym, ktory rozpoczelam 17 stycznia. Doszkalam sie, zeby juz nikt mi nie powiedzial: OK, NAUCZYLAS SIE JEZYKA ALE GDZIE POTWIERDZENIE W POSTACI DYPLOMU?! Otoz juz nie bedzie powtorki z rozrywki. Bede miala dyplom i jestem dumna jak paw z tego powodu. A co tam... A poza tym to tez roznosicielka bylam dzisiaj... roznosilam wslane CV. Odpowiedz wszedzie ta sama byla: DZIEKUJEMY ZA CV ALE NARAZIE NIKOGO NIE POTRZEBUJEMY. zreszta jakby potrzebowali to przeciez bym byla kobieta pracujaca a nie jestem:( ale nie ma co sie martwic, co tam, jakos to bedzie. Rzekomo nie mozna miec wszystkiego.
Poza tym to troche zla jestem bo ten wypad do miasta nie pozwolil mi na wielkie roboty w domu. A troche tego czeka na mnie. W moim Bunkrze ( tak pieszczotliwie nazywam moja mala szwalnio graciarnie) czeka na mnie cala masa ciuchow do przerobki w tym ukochane spodnie sztruksowe mojego meza, ktory co jakis czas sie o nie dopytuje.Tak mysle, ze jutro bede sie musiala za nie solidnie wziasc. A tak poza tym to czeka tez na mnie w kolejce do szycia moja pierwsza wlasnorecznie( poki co skrojona) sukienka. ciekawe co z tego wyjdzie. Jesli wyjdzie cos to sie pochwale ale jesli nic to oczywiscie zapomne o calej historii i nawet nie pisne slowkiem, ze szylam sukienke. Poprostu zrobie jak to mowi moj maz SHIFT+DELETE. Czyli do wyrzucenia i calkowitego zapomnienia a w skrocie NIE BYLO SPRAWY:)))
Ok, ok... wystarczy tego zrzedzenia...
Przed wyjazdem udalo mi sie przygotowac zapiekanke ziemniaczano-tunczykowa:) Pychotka:) Ale przepis dodam jutro, dzisiaj juz ide lulu bo jest juz strasznie pozno***
dobranoc
slodkich snow
inesy